Skip to main content

Kraków, miasto smoków, gołębi i, jak się właśnie okazuje, kulturalnych milionów, znowu staje w szranki o ważną sprawę. Tym razem chodzi o pieniądze na kulturę, a konkretnie o świeżo pieczone kryterium. Jeśli masz ponad pół miliona mieszkańców, niestety, nie dla ciebie granty!

Rada Miasta nie zamierza jednak siedzieć cicho. W projekcie rezolucji, który już niebawem trafi pod obrady, radni wykrzykują, że sztywny limit populacyjny to po prostu nie fair. I już. Owszem, pomaganie mniejszym miejscowościom ma sens, nikt w Krakowie nie chce, żeby polskie miasteczka wyglądały jak po meczu z meteorytem. Ale dlaczego duże miasta, które codziennie serwują mieszkańcom kulturalne uczty przez 27 instytucji kultury, mają zostać z pustymi rękami?

361 023 214 zł – tyle wyniosły tegoroczne dotacje Krakowa dla miejskich instytucji kultury w I kwartale 2026 roku. Teatry, muzea, orkiestry, centra i ośrodki kultury, biblioteka z całą galaktyką filii, festiwale… lista nie kończy się zbyt szybko.

I tu wchodzi ironia cała na biało. W mniejszych miejscowościach, liczba tych placówek, a i zastrzyk finansowy są, delikatnie mówiąc, nieco… bardziej skromne. Kraków biega w zupełnie innej lidze, jeśli chodzi o odpowiedzialność organizacyjną, finansową i kulturalną.

Radni podkreślają, że nie liczba mieszkańców powinna decydować o dostępie do programów wspierających kulturę, tylko rzeczywisty rozmach i obowiązki publiczne. No bo jak tu wykluczyć miasto, które karmi kulturalnie setki tysięcy ludzi, bo ma o kilka tysięcy mieszkańców więcej niż limit?

Głos w tej sprawie już wkrótce, na sesji miasta, w imieniu mieszkańców, zabierze radna Magdalena Mazurkiewicz. Sprawa jest poważna, bo na szali leżą nie tylko festiwale i spektakle, lecz także równo rozłożone ciężary finansowe i możliwość rozwoju dla wszystkich, niezależnie od wielkości miasta.

Czy rząd da się przekonać, że kultura wielkie miasta też lubi? Odpowiedź już niedługo,  bądźcie czujni!