Gdziekolwiek nie spojrzeć – baner, plakat, billboard, neony. Ale chwila! To już nie te czasy, gdy reklama w Krakowie mogła bezkarnie straszyć na każdym rogu. Miasto przechodzi prawdziwie krajobrazową rewolucję. Strażnikami estetyki są tutaj nie tylko urzędnicy, ale i sami mieszkańcy, którzy zgłaszają wszelkie reklamowe wykroczenia niczym zgrana brygada CSI… tylko bez jasnowidza.
Mieszkańcy zgłaszają, urzędnicy działają
W ostatnich latach liczby mówią same za siebie. W 2024 roku do Wydziału Architektury wpłynęło 2776 zgłoszeń, rok później już 3477. Do połowy czerwca 2026 licznik pokazał już 1732 napiętnowane reklamy i właśnie – jedno zgłoszenie często dotyczy kilku reklam na raz. To rekord na skalę krajową! W innych miastach takie zgłoszenia to rarytas – kilkanaście w roku. U nas? Tysiące – kto powiedział, że Krakowianie są bierni?
Zgłosić reklamę może każdy i to praktycznie bez wychodzenia z domu – wystarczy wypełnić prosty internetowy formularz, najlepiej z fotką i pinezką wskazującą miejsce. Urzędnicy są zachwyceni tą crowdsourcingową pomocą. Jak przyznaje Magdalena Bartnik, wicedyrektorka wydziału, to bardzo usprawnia ich codzienną pracę.
Urzędnicza inspekcja niczym policyjne dochodzenie
Po zebraniu zgłoszenia do akcji rusza 25-osobowy zespół, gdzie każdy opiekuje się swoim kawałkiem miasta (średnio 20 km2). To nie przelewki. Praca detektywa od reklam wymaga analitycznego zmysłu, nerwów stalowych i cierpliwości. I odporności na rozentuzjazmowanych reklamodawców, którzy potrafią być bardzo spontaniczni w swoich reakcjach…
A co na miejscu? Najpierw zdjęcia, potem pomiary, dokumentacja i żmudne szukanie właściciela reklamy. To często gra w ciuciubabkę! Czasem dane są jak na talerzu, czasem trzeba przeszukiwać rejestry, dopytywać konserwatora, wojewodę, inspektora czy właściciela budynku. Trochę jak polowanie na legendarną igłę w stogu siana.
Nagroda lub kara. Wybór należy do właściciela
Kiedy urzędniczy Sherlock ustali winnego, firma lub osoba dostaje pismo z precyzyjną informacją: co zrobić, żeby reklama była zgodna z przepisami albo… konieczność usunięcia. Niektórzy współpracują i szybko temat znika z pola widzenia. Inni stają okoniem. Wtedy zaczynają się prawdziwe finansowe schody.
– 170 zł za 1 m2 kaźdej nielegalnej reklamy,
– za każdy dzień zwłoki – od zawiadomienia do likwidacji,
– łączne grzywny sięgają od kilku tysięcy do nawet pół miliona złotych!
Jak stwierdza Domicela Strojna-Osiniak, dyrektorka wydziału, Kraków inspiruje inne miasta – w końcu można. Krajowe samorządy spoglądają tu z zazdrością, a doświadczeniem nasi urzędnicy chętnie się dzielą na konferencjach i debatach. Bo przecież branża reklamowa śpi jednym okiem i regularnie wynajduje nowe sposoby omijania reguł.
Reklamowe sprzątanie to maraton
Edukacja, cierpliwość i czas to trzy składniki na czystsze przestrzenie. Zaangażowanie mieszkańców działa jak najlepszy filtr: im więcej świadomości, tym mniej bałaganu pod nosem. Zresztą, wszyscy chcemy dobrze czuć się w swoim mieście – nawet jeśli oznacza to mniej kolorowych banerów nad głową.
Aktywność Krakowian pokazuje, że traktujemy przestrzeń miejską jak dobro wspólne, a odpowiedzialność za nią to nasz wspólny obowiązek i prawo.
Czy to oznacza, że kiedyś znikną wszystkie nielegalne reklamy? Może nie od razu, ale z takim zaangażowaniem – prędzej niż w innych miastach. Kraków trzyma fason i… krajobraz pod kontrolą!



