Skip to main content

W cieniu krakowskich świątyń, gdzie historia i losy miasta przenikają się z biografiami ludzi wielkich i niepokornych, wyróżnia się postać Adama Stefana Stanisława Bonifacego Sapiehy-Kodeńskiego. Urodzony 14 maja 1867 roku w Krasiczynie, niósł w sobie zarówno rodowe dziedzictwo, jak i ciężar czasu, w którym przyszło mu żyć — i prowadzić.

Ojciec, Adam Stanisław Sapieha, już w 1894 roku zyskał miano Honorowego Obywatela Podgórza, a matka, Jadwiga Klementyna z Sanguszków, zadbała o atmosferę szlachetnego domu, gdzie powinność spotykała serce. Później, kiedy życie porywało go przez sale Uniwersytetu Laterańskiego i teologiczne korytarze Innsbrucka, wykuwał się Sapieha-archetyp niezłomności.

Swoją drogę kapłańską rozpoczął wcześnie, bo w 1893 przyjął święcenia. Pierwsze lata służby związane były z Lwowem, ale już od 1906 roku przyszłość Sapiehy wiązała się z Kurią Rzymską. Najważniejsza jednak okazała się diecezja krakowska, gdzie w 1911 roku przyjął sakrę biskupią, by przez kolejne czterdzieści lat z oddaniem, wytrwałością i siłą charakteru kierować powierzonym sobie ludem.

Nie trudno dostrzec, że psychiczna odporność i wewnętrzne przekonanie były jego cichymi orężami — cechami, które szczególnie ujawniały się w trudnych momentach historii Polski. W 1946 roku otrzymał kapelusz kardynalski, co było ukoronowaniem lat niestrudzonej pracy.

Wśród odznaczeń wymienić można papieski Krzyż „Pro Ecclesia et Pontifice”, austriackie Krzyże Komandorskie, Order Franciszka Józefa, Order Korony Żelaznej oraz najwyższe polskie: Order Orła Białego, Wielką Wstęgę i Order Odrodzenia Polski II klasy. Warto też pamiętać, że Uniwersytet Jagielloński i Katolicki Uniwersytet Lubelski przyznały mu tytuł doktora honoris causa teologii, a tytuł honorowego obywatela rozciągał się nie tylko na Podgórze, ale i Oświęcim oraz Nowy Sącz.

Książę Sapieha zmarł w Krakowie 23 lipca 1951 roku. Jego życie przypomina nam, że upór — jeśli idzie obok dobra — potrafi zmienić świat. To opowieść o człowieku, który z własnych przekonań stworzył kompas nie tylko dla siebie, ale dla pokoleń. Pozostawił po sobie ślad, który wciąż, choć niewidzialnie, prowadzi mieszkańców miasta pod Wawelem.