Skip to main content

Kto był ostatnio w Amsterdamie, Rzymie czy Paryżu, ten wie, że pobyt kosztuje nie tylko hotel i kawa, ale też… magiczna opłata turystyczna! Pomysł jest prosty – przyjeżdżasz, płacisz, a miasto sprząta po twojej zabawie i łata miejskie dziury. Polska? Tu wciąż cicho sza. Nasi włodarze mogą natomiast liczyć na moralną satysfakcję, bo w budżecie z opłaty turystycznej zero złotych, zero groszy. Tymczasem mieszkańcy Krakowa coraz mocniej kruszą kopie o ten temat.

Czy to wreszcie będzie możliwe?

Krakowscy radni uzbrojeni w świeżą rezolucję apelują: dajcie nam prawo decydować o własnych pieniądzach! Dokument powędrował aż na cztery biurka — Premiera, Sejmu, Senatu i Prezydenta RP. Radni podkreślają, że cały koszt społeczny sprowadzany przez turystów (od kanalizacji po dodatkową linię tramwajową) spada na krakowskich mieszkańców. Czyżby turystyka miała zostać oficjalnym sportem kontaktowym lokalnej społeczności?

Propozycja jest taka: niech każdy samorząd zdecyduje, czy chce pobierać opłatę turystyczną, ile powinna wynosić i na co ją wydać. Wszystko według swojego uznania i potrzeb. Chodzi np. o wsparcie usług związanych z czystością, bezpieczeństwem czy transportem publicznym, podreparowanie budżetów kulturalnych, albo inwestowanie w ochronę dziedzictwa. No i – nie oszukujmy się – będzie też na kwiatki w donicach dla podniesienia klimatu.

Projektodawcy nie mają złudzeń: od lat temat wałkowany, posłowie przerzucają się pomysłami jak gorącym ziemniakiem, a efektów brak. W Polsce obowiązuje aktualnie mizerna “opłata miejscowa”, uzależniona od jakości powietrza (czyli przy wietrze od Huty i tak niepobierana), a jej wpływy są – eufemistycznie mówiąc – symboliczne. Dla miasta masowej turystyki, jak Kraków, to kropla w Wiśle.

Czas skończyć z obietnicami

Radny Łukasz Maślona, prezentując projekt, podkreślał: opłata powinna być fakultatywna i elastyczna, by można było stosować zniżki lub zwolnienia dla niepełnoletnich, seniorów czy osób z niepełnosprawnościami. Bo turysta turystą, ale życzliwość też jest w cenie.

“Apelujemy do władz centralnych, by ponad partyjnymi podziałami doprowadzili skutecznie do końca prace legislacyjne dotyczące wprowadzenia opłaty turystycznej na terenie Rzeczypospolitej Polskiej”

rezolucja krakowskich radnych

Kiedy więc Kraków stanie się choć trochę jak Amsterdam, przynajmniej finansowo? Tego nie wie nikt. Ale wiadomo jedno: mieszkańcy chcą współdecydować o tym, czy i ile wziąć od każdego walizkowego gościa. Jak na razie, gra toczy się o coś dużo ważniejszego niż parę euro dziennie – prawo do samodzielności i sprawiedliwego bilansowania kosztów miejskiego życia.